Wyzwanie: blog na poważnie

with Brak komentarzy

zdjęcie sylwetka łuczniczki na tle nieba i cytat

Wzrost statystyk nowego bloga od 0 do 12000 w pół roku – to możliwe?

Mój zapoprzedni blog istniał 8lat i w czasach największej świetności podobno zaglądało na niego około 220 osób miesięcznie. Byłam zachwycona, i dumna ze swojego miejsca w sieci. Siedziałam więc sobie cicho w kąciku i nie robiłam nic.

Tymczasem taki blog – jak się z przerażeniem dowiedziałam pewnego dnia – nie jest nawet niemowlakiem. Widziałam wypowiedzi w rodzaju „Ach, mój blog dopiero raczkuje, ma ledwie 1000 odwiedzających miesięcznie.”
Rety, do mnie tyle osób zaglądało przez pół roku, i to wliczając ataki spamerów…

Zabolało.
Taki cios w próżność i samozadowolenie. Trzęsienie ziemi, które burzy życiowy porządek i stawia mnie przed wyborem: albo wygoda i ciepełko, brak wysiłku i brak efektów, albo praca, rozwój, praca, rozwój, praca… A pasja wymaga rozwoju. Porzucenie pasji nie wchodziło w grę, więc….

Pierwsza próba

W międzyczasie powstała też próba nowszej, niby lepszej wersji bloga. Mniej więcej te same efekty. Czemu się tu dziwić? Jeśli cały czas robisz to samo – nie spodziewaj się innych wyników.

Też jesteś w takim miejscu?

Może ten wpis będzie dla Ciebie kubłem zimnej wody. A może kubeł już dawno się na Ciebie wylał, i teraz szukasz tylko potwierdzenia, że jednak da się coś z tym zrobić. Z TYM, czyli z pustką na blogu.

Moja inspiracja

Dla mnie kubłem zimnej wody – i wspaniałą inspiracją zarazem – był ten wpis Agnieszki Skupieńskiej.
Zaraz pomyślisz: kolejna „blogerka” chce trzepać kasę, wstawiając banerki na stronce. A tu niekoniecznie. Ja chcę trzepać kasę na frywolitkach ;-P Taka pasja, cóż poradzić 😉 Doszłam do wniosku, że porządny blog może mi się przydać firmowo. Na nieporządny blog w ogóle szkoda czasu, a ja jednak polubiłam blogowanie i brakowało mi go przez ten mój ostatni czas zastoju.

Niesamowitego motywacyjnego kopa w tym wpisie dał mi obrazek przedstawiający statystyki bloga Agnieszki – te z pierwszego pół roku istnienia, a tam piękna linia od zera – do około 11tysięcy miesięcznie! Z obrazka wynika że chodzi o tyle odsłon, nie Unikalnych Użytkowników. Jakkolwiek – dla mnie to jest jakaś niewyobrażalna ilość. A ta tendencja wzrostowa zamiast zębatej linii poziomej działa na wyobraźnię.
Przepadłam.

Wyzwanie: Postanowiłam powtórzyć ten sukces.

Będzie trudno? Wiadomo!
Ale ja jestem przekorna i łatwo mi wejść na ambicję, jeśli sprawa dotyczy czegoś, na czym mi zależy. Na blogu mi zależy, bo zależy mi na mojej frywolitkowej pasji i na moich marzeniach.
Do czego mi właściwie blog z mega statystykami, jeśli nie do zarabiania na banerkach – będę stopniowo tłumaczyć w dalszych wpisach. Po to również jest ten blog – żeby przekazać innym, po co blog rękodzielniczce.

A na razie skupię się na tym, co należy zrobić dzisiaj – bo 15 listopada tuż po północy zainstalowałam sobie Google Analytics. Oficjalne statystyki. Szybka decyzja – ogłaszam albo siedzę cicho i nic nikomu nie mówię.

Ale cicho siedziałam przecież przez ostatnie 8 lat, więc może by tak zmienić taktykę..?

Dlatego dziś ogłaszam wszem i wobec wszystkim moim przyszłym czytelnikom, że postanowiłam urządzić sobie wyzwanie.
Lubię wyzwania, bo nic tak jak one nie motywuje mnie do działania – już, tu i teraz. Oznajmienie swojego celu innym ludziom i wyznaczenie terminu potrafi zdziałać cuda w życiu mistrzyni odkładania na potem.
Dlatego mimo wątpliwości zdecydowałam ogłosić, że mam taki pomysł, plan, cel.

12000 UU/mies od dziś za pół roku. Czyli w Maju.

Co miesiąc około 15-go będę tworzyć wpis podsumowujący moje działania dla rozwoju i promocji mojej ukochanej Krainy Koronek. Moje próby, pomysły – i co zadziałało. Z cyferkami i niezbyt ślicznym print-screenem statystyk oczywiście.

Tak naprawdę jeszcze nie mam planu na całe pół roku – oprócz wypisanej w ciągu ostatniego roku luźnej listy różnych pomysłów, jak mogłabym promować swój blog. Pomysłów wciąż odkładanych na potem, na lepszy czas.

Póki co plan wygląda tak: uczyć się, testować, działać. Docierać do jak największej ilości ludzi – wybranych, takich jakich chciałabym poznać.Czyli w tym miesiącu:

  1. Zapełnić blog, bo pusto tu strasznie. 5 wpisów tygodniowo w tym początkowym okresie to chyba dobry pomysł. To pierwszy konkret, niezbędny. Na szczęście prac gotowych przez ostatnie właściwie dwa lata zastoju blogowego mi się uzbierało. Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia robić, obrabiać, wstawiać… 🙂
  2. Ogarnąć kolejno wybrane portale społecznościowe: Facebook, Pinterest i Google+ oraz Instagram. Może coś jeszcze, jak mi wpadnie w oko.
  3. Uporządkować listę pomysłów i rozplanować działania na pół roku.

Cel wyzwania – jak w nagłówku. Precyzyjny, mierzalny, określony w czasie. Czyli tak jak należy.

statystyki tabelka

Wątpliwości?

Uff, ogłosiłam wyzwanie. Mimo tego, że momentami sama się czuję dziwnie z taką akcją.

Po pierwsze – Czy ten cel jest realistyczny? Nie wiem. Sama jestem ciekawa, czy inna tematyka i charakter osób do których chcę dotrzeć, oraz różnica trzech lat rozwoju sieci – utrudni mi, czy ułatwi zadanie? Wiem jednak, że jeśli coś się udało jednej osobie – to znaczy, że jest możliwe.

Czy JA dam radę osiągnąć chociaż połowę zamierzonego celu..?
Nie wiem, ale każde działanie będzie lepsze i da lepsze efekty niż brak działań. I jest jeszcze zasada strzału z łuku. Chcesz trafić w cel – mierz o wiele wyżej. Tak naprawdę – w porównaniu z moimi dotychczasowymi osiągnięciami blogowymi nawet osiągnięcie ledwie połowy celu czyli „porażka” będzie wielkim sukcesem.

Po drugie – czy czuję wewnętrzną zgodę na takie oficjalne, otwarte, twarde zabieganie o rozwój bloga? Czy zgadzam się z tym, że może zostanie to odebrane jako zimna walka o statystyki, a nie pisanie dla pasji, dla innych ludzi, dla przyjemności. Co z tego, że ja wiem, jaka jest prawda. Jeżeli założeniem mojego wyzwania jest składanie tu comiesięcznych raportów z cyferek i bezosobowych „UU” – niektórym wnioski nasuną się same. Ale tak naprawdę nie chodzi tylko o opinię innych, ale o coś we mnie, co nie pozwala mi walczyć o swoje. Ale to jest tylko kolejny plus tego wyzwania: uświadomiłam sobie coś w swojej głowie i będę musiała się z tym rozprawić. Ale o tym pewnie jeszcze napiszę przy innej okazji.

Oj, wahałam się. Ta głupia wewnętrzna blokada sprawiła, że publikuję ten wpis 17 listopada, zamiast 15 jak planowałam. Ale wiem po co to robię. W końcu taki wpis wyzwaniowy (i sześć kolejnych) to nie tylko motywacja do działania dla mnie, ale też swego rodzaju ściąga, „case study” dla tych, dla których piszę ten blog.

Postaram się tak pisać podsumowania, żeby i Tobie się przydały.

A może jest coś, czego chciałabyś się dowiedzieć przy okazji tych planowanych comiesięcznych raportów?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz